african daily ŚNIADANIE NA GANKU

african daily... po długiej przerwie :)

Powróciłeś na swoją wieś w Ghanie. Mieszkasz w nowym domu, lepszym od poprzedniego, masz pokój z łóżkiem, wiatrak, łazienkę i wodę w beczkach. Standard generalnie sie podwyższył, bo masz też internet z sieci komórkowej, dość tani i naprawdę działający!

Z rzeczy, którymi dysponujesz, w tej opowieści ważny będzie ganek. Jest dość mały, bo przyjechałeś z czwórką innych białych, ale to jedyne miejsce, gdzie można wspólnie usiąść - w pokojach oczywiście nie ma nic poza łóżkiem i plastikowym krzesełkiem. Codzienne śniadania na ganku są miłym początkiem dnia. Jednak nie da się ich spędzać po europejsku. Wydaje się to być oczywiste, skoro jesteś w Ghanie, ale rano Twoje dostosowanie do lokalnych warunków jest jakieś mniejsze i marzysz o europejskim spokoju i powolnym rozpędzie.

A tymczasem rano na Twoim ganku ...

Znajdujesz resztki nocnych zabaw jakichś zwierząt, nie wiesz co to mogą być za zwierzęta, bo ganek jest otoczony kratą i podmurówką. Może kot, a może szczur... brrr Wolisz myśleć, że to kot. No więc jeśli nieopatrznie zostawiłeś na stole np. chleb, to zamiast chleba, masz sprzątanie. Tak samo z wszystkimi innymi produktami, które nadają się do jedzenia.

Posprzątałeś. Teraz nastawisz sobie na palniku przywiezioną z domu kafeterkę i zrobisz kawę. Jest ósma rano. Niestety gdy tylko znikasz za rogiem ganku, żeby postawić kafeterkę na palnik, na ganku już słychać hałas. To kury i kozy, które na wyścigi ślizgając się po gankowych kafelkach próbują znaleźć resztki jedzenia na podłodze. Przy okazji rozdrapując siatke ze śmieciami i w ogóle rozdrapując wszystko co może kryć jakieś obierki, okruszki itp. Wołasz na nie "Kai!!" - bo tak w loklanym języku Ewe mówi się "Sio!". No i sprzątasz podłogę... W zasadzie sprzątałeś po kurach i kozach tylko przez pierwsze parę dni, bo one nie dają łatwo za wygraną i potrafią wejśc na ganek nawet w Twojej obecności.

Siadasz przy stole i kroisz chleb. Zza rogu wyłaniaja się dzieci mieszkające po sąsiedzku. Gotowe do zabawy lub jakiegokolwiek zadania, jakie im dasz. Ale Ty przecież chcesz usiąść i zjeść w milczeniu swoje śniadanie, wypić kawę i wziąć rozpęd na cały dzień! No nic. Wyciągasz niezawodny plik kolorowanek, kredki, i pacyfikujesz dzieci na jakieś 15 minut (niestety z każdym dniem kolorują coraz szybciej). W międzyczasie przychodzi jeszcze starsza dziewczynka - Grace - meldując, że idzie pomóc matce w sklepie i zaprzyjaźniony robotnik Justice pytając o to, czy mamy moskitierę na zbyciu (jednym z powodów Twojego przyjazdu jest program dystrybucji moskitier w regionie).

No to już wiesz, co robią wszyscy w zasięgu Twojego wzroku, jest niezły rejwach, biegają kury i kozy, dzieci przekrzykują się wymieniając kredkami, co chwila machasz grzecznościowo komuś przechodzącemu obok ganku... No tak się przecież nie da jeść!

Nagle wchodzi na Twój ganek starszy pan, siada sobie na krześle obok talerza z pokrojonym chlebem i mówi, że parę miesięcy temu zaginął jego syn i żebyś pomógł mu go odnaleźć. Sytuacja nie jest komiczna, ale masz wrażenie, że jesteś w jakimś czeskim serialu komediowym. Nie bardzo wiesz, co odpowiedzieć panu, no o co możesz zrobić, żeby odnaleźć syna, którego nie ma od miesięcy? Mówisz panu, że niewiele możesz dla niego zrobić, i z głupia frant pozostając w lokalnym klimacie dodajesz, że pozostaje się modlić o to, by syn wrócił. Na to pan mówi: "No to módlmy się".

Twoje śniadanie! Tłumaczysz panu, że w Polsce ludzie modlą się raczej w samotności, że będziesz się modlić o to, ale pan siedzi i powtarza, żeby się modlić. Msze trwają tutaj ok. 4 godzin, nie masz tyle czasu, choćbyś zrezygnował ze śniadania. W odruchu rozpaczy zaczynasz sie modlić prosząc o to, by syn wrócił. Modlisz się szczerze, ale obrazek Ciebie siedzącego wśród kur, kóz, dzieci jest naprawdę dziwaczny. Po modlitwie starszy pan wychodzi.

Jesteś skrajnie zmęczony. Kawa się spaliła, kanapki jedzą muchy. Już nie chce Ci się jeść. Pytasz się dzieci, kiedy one jedzą śniadanie. Mówią, że po wstaniu i przyniesieniu wody - a wstają o piątej rano. No to już rozumiesz, dlaczego Twoje płonne próby śniadania o ósmej są kompletnie niezrozumiałe w okolicy. Kto w końcu je tu śniadanie o ósmej?! Chyba tylko Ci, co przywieźli maniery z Europy.


 
Nasi Partnerzy Amani Kibera Instytut Globalnej Odpowiedzialności Counter Balance Polska Akcja Humanitarna Grupa Zagranica Bankwatch Network Polska Zielona Sieć