Transport w Afryce

african daily

Musisz jechać do Hohoe do przedstawiciela władzy lokalnej. Wychodzisz na drogę prosto ze swojego podwórka i czekasz. Zaraz przyjedzie tro-tro, mały zdezelowany busik wożący wszystkich wszędzie. 70 pesawas do Kpandu. Zatrzymujesz go machnięciem ręki. Załoga tro-tro to kierowca gryzący wykałaczkę i naganiacz-kasjer, który czasem krzyczy nazwy miejscowości, a czasem tylko macha rękoma w odpowiednich kierunkach. Jak znasz kierunki – wiesz, dokąd jedzie tro-tro.

WYKAŁACZKĘ! To gigantyczna wykałaczka a właściwie kawałek specjalnego drewna, które handlarki uliczne sprzedają w małych pęczkach. Zastanawiałeś się, czy to do mini grilów, a to do mega zębów.

Pakujesz się na przednie siedzenie i podajesz bez słowa 70 pesawas kasjerowi. Ten bierze nie patrząc na Ciebie. Odjeżdżacie. Pełen profesjonalizm. Znasz rytuały. No niestety jesteś biały, więc i tak wszyscy pasażerowie tro-tro obserwują cię spod przymkniętych powiek.

W Kpandu na małym dworcu autobusowym przesiadka do bardziej rozwalonego tro-tro. Kupiłeś pierwszy raz bilet w kasie – mały papierek, na którym nic nie widać. Nieważne – to inna firma transportowa, bardziej sprofesjonalizowana – mają papierowe choć nieczytelne bilety. Prestiż małych przedsiębiorstw mierzy się tutaj właśnie wprowadzaniem tego typu unowocześnień. Nic śmiesznego. Siedzisz w tro-tro ze swoim biletem, a ludzi przybywa. Busik zapełnił się już standardowo, a ludzie ciągle się dosiadają. Siedzisz już tylko na połowie swojego miejsca i gnieciesz nerwowo swój bilet. Też ci profeska. W ostatniej chwili wsiada, prawie na ciebie, jakiś facet i pokazuje ci, żebyś się przesunął. To już ostatecznie wyprowadza cię z równowagi, facet usiadł ci prawie na kolanach. Składane krzesełko wbija się w pośladki, jedziesz do stolicy dystryktu z piętnastoma innymi osobami w jednym tro-tro. Mijasz dwa posterunki policji i nic.

Na jednym kierowca płaci jak gdyby nigdy nic 1 cedi za nic. Żeby przejechać. Taka łapówka za bliżej nieokreślone ale zawsze możliwe do znalezienia przekroczenie. Nieodłączna część pensji policjanta. Przy drugim posterunku policjant patrzy na ciebie z daleka i o dziwo nie zatrzymuje tro-tro. Zastanawiasz się, czy to wstyd przed tobą, czy po prostu nie chciało mu się zatrzymywać pojazdu. Uważasz, że to okropny system – za jeżdżenie po drogach trzeba płacić haracz policji. A to jeden z nielicznych systemów, jakie w ogóle funkcjonują. Kraj wciąż jest u progu zapanowania nad sobą. Widać jednak, jak dużo wkłada w to wysiłku, mimo, że zdarzają się wypaczenia jak wspomniany rozkwit korupcji.

Po wizycie u szefa dystryktu biegniesz powrotem na dworzec autobusowy, żeby zdążyć na ostatnie tro-tro do Kpandu. Ciemno robi się o szóstej, wolisz jechać przy świetle dziennym, bo jakoś nie wierzysz w niezawodność publicznego transportu. Wsiadasz do tro-tro i czekasz, aż się zapełni. Nie ma godziny odjazdu, nie ma czasu jazdy – jest tylko jeden wskaźnik – tonaż. A i ten ruchomy.

Siedzisz sobie w świetle popołudniowego słońca w busie, patrzysz przez okno na duży plac w Hohoe. Pełno na nim handlarzy. Sprzedają jedzenie, klapki, koguty. Kobieta z tacą pełną jajek na twardo niesioną na głowie zbliża się do twojego okna. Kupujesz jajko z czerwonym pikantnym sosem. Sprzedawczyni podaje sos na kawałku czystej folii. Dobre.

Wracasz do Kpandu siedząc już na obu pośladkach. Tłoku nie ma. Niedługo zrobi się ciemno. Nagle słyszysz, że z podwozia coś się urwało. Kierowca staje i biegnie szukać zgubionej części. Trochę się martwisz, bo może to coś nieodzownego na przykład do hamowania. Ale przecież zahamował – tłumaczysz sobie i starasz się nie myśleć, co jeszcze odpadło z tego pojazdu, zanim do niego wsiadłeś.

Odpadło z pewnością wiele, bo zanim dotarłeś do Kpandu, jeszcze dwie części z głuchym łoskotem odleciały od podwozia. Ale po ostatnią kierowca już się nie zatrzymał. W końcu ile można stawać, pasażerowie mogą się zdenerwować. Ale nikt się nie denerwuje. Wszyscy siedzą spokojnie ze zdobyczami ze stolicy dystryktu. Gdy dojeżdżacie do Kpandu, robi się już szaro.

W Ghanie nie ma czegoś takiego jak zmierzch. Około godziny szóstej robi się w ciągu kilkunastu minut ciemno. I jest ciemno równo do szóstej nad ranem, kiedy to nie ma też długiego świtu, tylko nagle robi się jasno. Trzeba działać szybko. Nie zdążyłeś na ostatnie tro-tro do domu. Tak przynajmniej twierdzą miejscowi, a na dowód pokazują pusty dworzec. Stoisz jeszcze kilkanaście minut na drodze, ale to chyba nie ma sensu. Musisz wziąć taksówkę. Trochę się targujesz, nie chcesz płacić frycowego, tylko normalną cenę dla obcych. Znajdujesz w końcu młodego taksówkarza, który wiezie cię do twojej wsi za 4 cedi. To nie 70 pesawas, jak w tro-tro. Ale nie chcesz iść skrajem buszu przez dwie godziny po ciemku.

Oczywiście – jak co wieczór – zaczyna padać deszcz. W końcu to pora deszczowa. Jedziecie w totalnych ciemnościach, tylko światła samochodu pokazują drogę, nad którą unosi się para powstała w wyniku zetknięcia ulewy z nagrzaną ziemią. Ciemność, busz dokoła, unosząca się para i huk ulewy. Magiczny moment, który nagle zamienia się w mały horror.

Taksówkarz nie tłumacząc nic zatrzymuje się na środku drogi, wyłącza silnik i światła, i wysiada z samochodu. Myślisz, że nie chcesz w tak idiotyczny sposób zginąć – w stojącym w totalnej ciemności aucie od uderzenia w tył… Ledwo się opamiętujesz, by krzyknąć na taksówkarza, staje się coś bardzo dziwnego i jednocześnie tak śmiesznego, że nie możesz się opanować. Taksówkarz podbiega do okna, przy którym siedzisz, otwiera drzwi auta, wkłada korbkę i zaczyna zamykać okno mówiąc, że ulewa cię zamoczy.

Jedna korbka na jedno auto – tak jak kiedyś w Polsce własne pokrętło do kurków z wodą pod prysznicem… Warto było zaryzykować, żeby to odczuć. A jaka obsługa taksówkarska – tu się dba o klienta!

No i całe szczęście, że akurat nikt za tobą nie jechał…


Komentarze (zapraszamy do dyskusji):

Afrobeast / 28 kwietnia 2010

Poczułem ten klimat :)


Dodaj komentarz — zapraszamy do dyskusji!

 
Nasi Partnerzy Amani Kibera Instytut Globalnej Odpowiedzialności Counter Balance Polska Akcja Humanitarna Grupa Zagranica Bankwatch Network Polska Zielona Sieć