Pomoc zabija? Dość spłycania tematu!

Na coś przydają się długie weekendy - w trakcie ostatniego zaobserwować mogliśmy ciekawą polemikę na temat sensowności świadczenia pomocy przez kraje bogate.

"Rzeczpospolita" 23. maja opublikowała tekst D.Rosiaka pod dość kontrowersyjnym tytułem "Zabijanie dobrocią".

"Programy pomocy humanitarnej Zachodu w większości ubogich krajów wspierają skorumpowane władze, pogłębiają ubóstwo i wzmacniają uzależnienie ludzi. I tylko nam poprawiają samopoczucie. (...) „Jest coraz gorzej” – pisał niedawno w dzienniku „The Times” Graham Hancock, autor klasycznej pozycji z 1989 roku pt. „Lords of Poverty: The Power, Prestige, And Corruption of International Aid Business”(...). Hancock, znany pisarz, wcześniej pracownik brytyjskiej organizacji humanitarnej, wykazywał, że głównym, a zwykle jedynym beneficjentem pomocy są lokalne skorumpowane elity rządowe, producenci żywności i innych produktów przeznaczanych na pomoc oraz „pomocowa biurokracja”. Głównymi ofiarami szczodrobliwości Zachodu – wykazywał Hancock – padają zaś podatnicy z Zachodu i oczywiście ludność Trzeciego Świata."

W poniedziałkowej (26.05) "Wyborczej" M.Kuźmicz odpowiada Rosiakowi i to zdecydowanie, pisząc w felietonie "Narzekanie nie pomoże nikomu":

"Polska w Unii Europejskiej jest bogatym krajem. A dla 1,2 mld ludzi, którzy żyją za mniej niż dolar dziennie, jest rajem na ziemi. (...) Polski oddział UNICEF zaangażował do kampanii aktorkę Małgorzatę Foremniak i odniósł spektakularny sukces. Zebrał 2,69 mln zł na szczepionki przeciw odrze w Sierra Leone! Ludzie z ONZ, których tak piętnuje publicysta "Rzeczpospolitej", tym razem byli zaskakująco mało pazerni. Koszty kampanii sięgnęły tylko 75 tys. zł, czyli 2,8 proc. zbiórki. Reszta trafiła do dzieci w Sierra Leone. To prawda, że ONZ jest organizacją o wielkiej inercji i marnotrawi część pieniędzy. Prawda, że część pomocy zagranicznej jest rozkradana. Ale z tego powodu nie możemy uciąć pomocy - musimy jej tylko mądrze udzielać. Nasza w tym głowa, by pieniądze nie trafiły do kieszeni reżimów. Żebyśmy wydawali pieniądze na poprawę losu biednych, a nie zaspokajali swoje sumienie."

To co w końcu mamy myśleć o pomocy? Co myśleć o tym, że nasze podatki są na nią przeznaczane? Czy czuć się źle czy raczej dobrze, że nie wspieramy żadnej pomocowej organizacji?

Pomocy nie można traktować jako jednolitej bryły, i zastanawiać się, czy przestać pomagać - w ogóle. Kto miałby o tym zdecydować? I kto wziąłby na siebie odpowiedzialność zatrzymania od teraz całej pomocy przeznaczanej każdego dnia na rozwój krajów biedniejszych?

Czy sprawiedliwie jest stawiać obok siebie częściowo nieefektywne i zbyt mocno zbiurokratyzowane międzynarodowe systemy pomocowe i indywidualne działania pojedyńczych organizacji współpracujących z konkretnymi społecznościami w krajach biedniejszych? Czy powinno się podważać generalnie sens pomocy, która po artykule w "Rzeczpospolitej" kojarzy się nam tylko z korupcją, nabijaniem kiesy bogatych i obcesowym traktowaniem biedniejszych? W moim rozumieniu kłopot z arykułem Rosiaka polega na tym, że autor za mocno generalizuje i zamiast piętnować problemy w intuicyjnie dobrym i wręcz niezbędnym pomyśle, neguje całą ideę.

Rosiak: "Easterley uważa również, że wydawanie pieniędzy na potrzeby biednych ma sens tylko wtedy, gdy zamiast planować dla nich przyszłość, oddamy ją w ich ręce i metodą prób i błędów pomożemy im znaleźć najlepsze rozwiązanie."

Oddać pomoc w ręce biednych - tzn. nie planować, ale wspierać drogę, którą oni wybierają. To właśnie ta mądrzejsza pomoc - ta, o której pisze Kuźmicz. Tzw. ownership (z ang. własność) pomocy według większości zajmujących się tematem - również mieszkańców krajów biedniejszych, jest optymalnym rozwiązaniem w istniejącej sytuacji.

Takie rozwiązanie to nie kwestia marzeń i pobożnych życzeń zdeterminowanych organizacji pozarządowych czy zatroskanych dziennikarzy. To dokładnie część Deklaracji Paryskiej nt. Efektywności Pomocy, którą podpisały w 2005r. kraje UE. Marzenia D.Rosiaka mają szansę się urzeczywistnić, bo politycy doskonale zdają sobie sprawę, czego brakuje światowej pomocy, by nie była nazywana "zabijaniem dobrocią".

Co więc trzeba robić, by pieniądze na pomoc nie były marnotrawione? Ano pilnować podejmujących decyzje, aby nie tylko podpisywali pięknie brzmiące deklaracje, ale też wywiązywali się z nich, w imię odpowiedzialności zarówno przed swoimi podatnikami, jak i społeczeństwami krajów biedniejszych. Media pełnią w tej kwestii jedną z bardziej odpowiedzialnych ról. Organizacje pozarządowe nieustannie zabiegają o ich uwagę, lecz wciąż z niewielkim skutkiem. Wdrożenie Deklaracji Paryskiej, sprawiedliwa polityka handlowa, zaprzestanie wiązania pomocy, promocja sprawiedliwego handlu, odpolitycznienie współpracy na rzecz rozwoju, konieczność niezależnej i systematycznej oceny działań pomocowych - nie czytamy o tym w polskich gazetach. Łatwiej jest napisać, że wszystko nie ma sensu, niż wyłuskać jedno dobre rozwiązanie i z determinacją je promować.

Mam nadzieję, że ta polemika to nie tylko efekt ogórkowego weekendu w polskich mediach, ale przejaw mądrej odpowiedzialności za nasz wspólny świat. I że w przyszły weekend będziemy mogli poczytać znowu o pomocy - tym razem o konstruktywnych rozwiązaniach, które są możliwe a wymagają tylko politycznej woli rządów krajów bogatych.

A.Antonowicz


 
Nasi Partnerzy Amani Kibera Instytut Globalnej Odpowiedzialności Counter Balance Polska Akcja Humanitarna Grupa Zagranica Bankwatch Network Polska Zielona Sieć