Mamy kryzys! Czy zrównoważone rolnictwo i suwerenność żywnościowa mają sens?

Świat boryka się z kryzysem żywnościowym już od 2008 roku, ale polityków i media bardziej absorbuje kryzys w sektorze finansowym. Informacje o kryzysie żywnościowym pojawiają się jakby na drugim planie i są bardzo uproszczone. Najczęściej kryzys żywnościowy tłumaczony jest dużym przyrostem naturalnym oraz wzrostem zapotrzebowania na produkty mięsne w krajach, gdzie ich konsumpcja była dotychczas niewielka. Zależności te są cynicznie wykorzystywane przez rolnictwo przemysłowe, firmy agro-spożywcze i koncerny biotechnologiczne, upatrujące rozwiązanie dla kryzysu we wzroście wielkości i wydajności produkcji. Biotechnologia proponuje bardziej wydajne rośliny genetycznie modyfikowane, odporne na szkodniki i warunki klimatyczne.

Z kolei Światowa Organizacja Handlu (WTO) widzi w kryzysie żywnościowym szansę wzmocnienia swojej osłabionej w ostatnich latach pozycji poprzez wznowienie negocjacji w ramach Rundy Doha. Runda ta, zwana także katarską, zakłada m.in. obniżenie ceł na towary rolne [1], co rzekomo ma stymulować eksport produktów rolnych z krajów Globalnego Południa tak, aby dzięki zyskom z handlu mogły one zwalczać głód i biedę. W rzeczywistości uwolnienie handlu rolnego służy korporacjom agrobiznesu, gdyż drobni rolnicy z Południa, którzy są głównymi producentami żywności w swoich krajach, nie mają zbyt wielu możliwości eksportu swoich płodów rolnych.

Takie podejście do kryzysu żywnościowego pomija fakt, że globalne problemy głodu i chronicznego niedożywienia najczęściej wynikają z nierównej dystrybucji żywności i niewielkich możliwości tworzenia rezerw żywnościowych w krajach Globalnego Południa. Jednocześnie w innych miejscach świata ogromne ilości produktów spożywczych są marnowane za przyzwoleniem korporacji handlujących żywnością.

Żywność na śmietniku

W maju 2011 r. ONZ-towska Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) opublikowała raport na temat żywności, która trafia na śmietnik zamiast do konsumpcji. Globalnie w skali roku jest jej 1,3 miliarda ton, co odpowiada jednej trzeciej światowej produkcji żywności. Przeciętny Europejczyk lub Amerykanin wyrzuca około 95-115 kilogramów jedzenia, głównie owoców i warzyw. Ich przeciwieństwem jest mieszkaniec okolic Sahary, który nie wykorzystuje tylko 6 kilogramów żywności, często z przyczyn od niego niezależnych. Konsumenci w krajach bogatych łącznie marnują 222 miliony ton jedzenia – ilość ta odpowiada rocznej produkcji żywności w rejonie Sahary. Najwięcej żywności wyrzucają sieci supermarketów, dlatego raport zachęca je do współpracy z organizacjami charytatywnymi w celu wykorzystanie niesprzedanych, ale wciąż nadającej się do spożycia produktów. Z kolei w krajach Globalnego Południa to nie konsumenci czy supermarkety ponoszą odpowiedzialność za największe straty żywności, ale słaba infrastruktura tamtejszych łańcuchów żywnościowych, w których często brakuje m.in. dobrego systemu przechowywania i przetwarzania żywności. [2]

Recepta na kryzys

Samo zwiększenie produkcji nie stanowi zatem skutecznej strategii walki z kryzysem żywnościowym. W marcu 2011 r. eksperci Organizacji Narodów Zjednoczonych ogłosili, że małe gospodarstwa rolne o charakterze rodzinnym są bardzo efektywne w walce o bezpieczeństwo żywnościowe Globalnego Południa. Olivier de Schutter, specjalny sprawozdawca ONZ ds. prawa do żywności, stwierdził, że w obecnej sytuacji żywnościowej na świecie nie wystarczy proste zwiększenie produkcji w oparciu o rolnictwo przemysłowe. Kraje Południa wymagają rozsądnej eksploatacji gleby w oparciu o różnorodność biologiczną. Dla tamtejszych niewielkich gospodarstw najkorzystniejsze są rozwiązania ekologiczne, które stosowane długofalowo przyczyniają się do wzrostu ich wydajności. Raport Schuttera wskazał szereg przykładów z 20 krajów afrykańskich, gdzie uprawy ekologiczne podwoiły swoje plony na przestrzeni ostatnich 10 lat. [3]

Ekologiczne metody upraw, a także zrównoważone rolnictwo, które zakłada łączenie produkcji roślinnej i zwierzęcej w ramach gospodarstwa, jak najmniejsze stosowanie środków chemicznych oraz odnawialność zasobów, bliskie są idei suwerenności żywnościowej. Suwerenność żywnościowa oznacza prawo każdego kraju, grupy krajów, a nawet samorządów lokalnych do prowadzenia własnej polityki rolnej i żywnościowej w sposób, który w pierwszej kolejności zaspokajałby potrzeby żywnościowe społeczności lokalnej bez wyrządzania szkody innym społecznościom. W realizacji koncepcji suwerenności żywnościowej rolnicy opierają się przede wszystkim na tradycyjnej wiedzy, która zakłada m.in. współpracę z przyrodą.

Szansa i wyzwanie

W krajach rozwiniętych, głównie w Stanach Zjednoczonych, połączenie rolnictwa ekologicznego z naciskiem na rozwój lokalnej gospodarki żywnościowej, opartej na drobnych farmach, mikro-przetwórniach oraz targach rolniczych, doprowadziło do powstania fenomenu tzw. rolnictwa obywatelskiego. Tam gdzie pojawia się rolnictwo obywatelskie, mieszkańcy mają szansę na zakup i konsumpcję dobrej jakościowo żywności, a rolnicy i przetwórcy na godziwe zarobki.

Dążenie do suwerenności żywnościowej w krajach Południa jest próbą stworzenia właśnie takiego rolnictwa obywatelskiego, które jednak napotyka szereg przeszkód na swojej drodze. W przypadku amerykańskim stworzenie prężnej gospodarki żywnościowej na poziomie lokalnym nie jest trudne w tych miejscowościach i gminach, gdzie mieszkańcy posiadają wystarczającą ilość pieniędzy i świadomość ekologiczną. Powielenie tych wzorów w kontekście Globalnego Południa wymaga wsparcia ze strony krajów rozwiniętych i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Niestety idea suwerenności żywnościowej, oznaczająca mariaż lokalności z ekologią, wciąż nie zdobywa uznania wśród światowych potęg ekonomicznych i organizacji ponadnarodowych takich jak Bank Światowy czy Światowa Organizacja Handlu, gdyż nie mają one interesu w tym, aby kraje Globalnego Południa mogły same o sobie stanowić. W debacie nad kryzysem żywnościowym kraje Południa są traktowane zwykle jak petenci, a nie równoprawni partnerzy.

Wypracowanie suwerenności żywnościowej w krajach Południa jest bez wątpienia trudnym i kosztownym zadaniem. Jednak jest to dobra długofalowa inwestycja o charakterze globalnym. Suwerenność żywnościowa to nie fanaberia lewicujących ruchów społecznych, ale cel korzystny dla społeczności lokalnych w ogóle, a szczególnie dla społeczności z krajów Globalnego Południa, które najdotkliwiej odczuwają skutki obecnego kryzysu żywnościowego.

Autorka: Anna Witowska-Ritter - autorka jest związana z organizacją Food & Water Europe.

(Śródtytuły pochodzą od redakcji.)

Zdjęcie: desfilhesjm (CC - Some rights reserved)

Notatki

[1] "Czy rundę Doha można wygrać?", Rynek Spożywczy, 9 czerwca 2011, biznes.onet.pl/czy-runde-doha-mozna-wygrac,18491,4414472,1,prasa-detal

[2] Claire Provost, "One-third of the world’s food goes to waste, says FAO", The Guardian, 12 maja 2011, www.guardian.co.uk/global-development/2011/may/12/food-waste-fao-report-security-poor

[3] "Small scale farms could abate world hunger: UN", The Gulf Today, 8 marca 2011, gulftoday.ae/portal/28b585b9-0a08-4131-bcae-f5871fe58a0e.aspx



 
Nasi Partnerzy Amani Kibera Instytut Globalnej Odpowiedzialności Counter Balance Polska Akcja Humanitarna Grupa Zagranica Bankwatch Network Polska Zielona Sieć