Ghana – niezwykła zwyczajność

Marzenia

Jest 2008 rok, zbliża się lato. Właśnie siedzę z Robertem na szczecińskim deptaku słuchając jego opowieści o poczynaniach Polskiej Zielonej Sieci(PZS) w Ghanie przy okazji budowania szkoły w wiosce Tafi Mador w 2006 roku, gdy z jego strony pada pytanie „A z czym Tobie kojarzy się Ghana?” . Przyznam szczerze, że moja pierwsza myśl „ holender – wiem niewiele, tyle co z „Hebanu” R. Kapuścińskiego, ale to co pewne to to, że chcę tam jechać”.

Cóż, uważaj na to, o czym marzysz - bo marzenia się spełniają.

Afryka inna niż sobie wyobrażałam

Utożsamiając Afrykę z upałami, wiecznym safari, tubylcami w skąpych strojach, opisywaną m.in. przez R. Kapuścińskiego walkę o niepodległość ruszam do Ghany w roli niejakiego „aktywizatora”. Ku mojemu zdziwieniu ląduje we wciąż rozrastającym się mieście, w którym kilometrami ciągną się sznury samochodów, w górę pną się wieżowce, chłopcy noszą podróbki ’Gucci’ i jedyne, co jest zgodne z moimi oczekiwaniami to upał. Siedząc w restauracji na dachu jednego z niewielu hoteli, na które było nas stać, Robert opowiada o czekających nas zadaniach, a ja udając, że go słucham wciąż nie mogę się nadziwić jak to możliwe, że w zasięgu wzroku nie widzę ani jednego drzewa – wszędzie beton. Dopiero w świetle dnia przekonuję się, że Accra ma wiele twarzy - od ekskluzywnych hoteli nad wybrzeżem, po ledwie stojące chaty wybudowane z tego, co znalazło się akurat pod ręką kreatywnego konstruktora. Okazuje się, że pod przykrywką betonowych osiedli kryją się dzielnice, w których brak elektryczności, dostępu do wody. Tutejsza ludność to mieszanka plemion z całego kraju, która w poszukiwaniu pracy przybyła do stolicy niekiedy z całym dobytkiem – kozami, kurami i gromadką dzieci.

Kolejny dzień wita mnie następną dawką doznań – ruszamy do rejonu Volty, w którym Polska Zielona Sieć pracuje od 2006 roku. Z sekundy na sekundę za oknem zmienia się krajobraz – góry, lasy przez miejscowych egzotycznie nazywane buszem i w końcu jezioro Volta i jego rozlewiska. Na każdym postoju do samochodu niemal wdzierają się całe sklepy noszone na głowach kobiet, które, mimo ogromnych, po brzegi wyładowanych towarem koszy, ścigają się w pogoni za klientem.

Docieramy do celu. Wioska Vakpo.

Zderzenie z rzeczywistością

Wraz z Polską Zieloną Siecią pracowałam na terenach Vakpo – Todzi w 2008 i 2009 przy okazji dwóch projektów. Zadaniem PZSu było wsparcie miejscowych rolników, kobiet w ich dążeniu do zdobycia większej niezależności dzięki pracy zarobkowej, budowa i naprawa studni.

W tym czasie poznałam szefów wiosek, zaliczyłam kilka gaf kulturowych, jak chociażby włożenie krótkich spodenek (wydaje ci się, że skoro nagie do połowy kobiety to dość powszechny widok, to krótkie spodenki nie powinny budzić szczególnego zainteresowania, a jednak), zaprzyjaźniłam się z ludźmi, z którymi pracujemy oraz miejscowymi dziećmi, nauczyłam się czekać, bo czeka się wszędzie i na wszystko – na dworcu autobusowym, mimo że odjazd zaplanowany jest na konkretną godzinę, na jedzenie w barze, bo obsługująca ciebie pani musi najpierw wywiesić pranie, na ludzi, z którymi umówiłaś się na spotkanie, aż ruszy lokalny busik ’tro tro’, a ruszy dopiero gdy będzie pełny i tak w kółko (przyznam szczerze, że za tym chyba najbardziej tęsknie – by ktoś gdy zapytam „ o której?” powiedział, jak to mają w zwyczaju Ghanijczycy „w każdej chwili – licząc od teraz”).

Zrozumiałam też, że mieszkańcy Ghany, choć zawsze uśmiechnięci, serdecznie witający obcokrajowców zawołaniem „Hej Biały! Witaj w Ghanie!”, borykają się z trudną codziennością. Po jakimś czasie przestał nawet dziwić fakt, że po uprzejmiej wymianie zdań z dopiero co spotkanym człowiekiem - biały w Ghanie to przybysz z daleka a to oznacza, że należy go przywitać, zapytać skąd przychodzi, dokąd zmierza i czy mu się tu podoba, padnie w końcu pytanie „weźmiesz mnie ze sobą jak będziesz wracał?” lub „czy zabierzesz ze sobą moje dziecko?”. Bo kraj białych, najczęściej kojarzący się ze Stanami – przecież każdy biały, to Amerykanin, to kraj, w którym jest to, czego tu brak.

I nie chodzi tylko o to, że po wodę idzie się kilka razy dziennie, kilkaset metrów, czasem kilometrów, że elektryczność to nadal luksus, na który stać niewielu, podobnie szpitale, czy płatna edukacja wyższa, że zarobki są niewielkie a ceny wysokie, zwłaszcza, że większość produktów jest importowanych (jak choćby kakao od firmy Nestle, która od Ghany kupuje owoce kakaowca, a gotowy produkt sprzedaje po regularnej cenie obowiązującej w sklepach europejskich), tylko o to, że mieszkańcy Ghany powoli zaczynają dostrzegać to, do czego często Europa podchodzi tak sceptycznie – zmiany, które zagrażają ich obecnemu trybowi życia.

Rozmowy

Większość mieszkańców Ghany to rolnicy, którzy w przyszłość patrzą z obawą. Z przeprowadzonych przez nas rozmów wśród rolników na terenach, na których pracujemy, wynika, że od 10 lat widzą zachodzące, postępujące zmiany, których nie rozumieją. „Bo dlaczego jak chmury gromadzą się na niebie, to nie zaczyna padać? Dlaczego po deszczach przychodzi nagle upał, który niszczy plony i dlaczego deszcze są krótsze, ale bardziej intensywne i przez to gniją rośliny? Mówisz, że to zmiany klimatu?..aha, to coś o tym wiesz, tak? To może znacie jakiś sposób żeby temu zaradzić, na przykład kiedy powinienem zasiać – stare metody się nie sprawdzają. Znasz Richarda? – wyplata koszyki przy drodze – on zasiał tak, jak zawsze, gdy nadszedł czas i wiesz co? - stracił wszystko, a znów Funboy spóźnił się w tym roku z zasianiem i wyobraź sobie, że jemu wzeszło!! W tym roku wielu z nas plonów nie zobaczy – jednym się udało odgadnąć kiedy zasiać, ale większości nie. Teraz trzeba zamiast raz - podzielić nasiona i zasiewać na przykład trzy razy o różnej porze – przynajmniej jedna trzecia wzejdzie jak będziesz miał szczęście i będzie co do garnka włożyć. Żeby tylko dzieci nie płakały, bo pewnie wiesz jak to trudno własnemu dziecku odmówić jedzenia.”

Niezwykła zwyczajność

Od mojej pierwszej podróży do Ghany i rejonu Volty upłynął ponad rok. Dziś przeglądając zdjęcia, wspominam minione zdarzenia, znajome twarze, miejsca i zastanawiam się czy w tym roku Richardowi uda się przewidzieć kiedy powinien zasiać i ile jest jeszcze takich wiosek jak Vakpo, w których ludzie borykają się z już nie zwykłą - bo niezrozumiałą, codziennością.


 
Nasi Partnerzy Amani Kibera Instytut Globalnej Odpowiedzialności Counter Balance Polska Akcja Humanitarna Grupa Zagranica Bankwatch Network Polska Zielona Sieć