GMO: dlaczego nie?

Obecna sytuacja związana z regulacją przepisów dotyczących upraw roślin modyfikowanych genetycznie (GMO) w naszym kraju wywołała kolejną falę dyskusji oraz oburzenia opinii publicznej. Polskie społeczeństwo pod względem stosunku do GMO okazało się podzielone. Choć większość Polaków jest przeciwna tego typu żywności, to jednak część wydaje się popierać uprawy GMO. Czy dali się przekonać poprzez merytoryczne argumenty, czy też poddali się zmasowanej propagandzie przemysłu biotechnologicznego?

GMO bezpieczne dla zdrowia?

Bezpośredni wpływ żywności GMO na zdrowie ludzkie jest nadal niejasny. Sprzeczne rezultaty badań pokazują, że temat GMO nie jest wyłącznie kwestią prawdy naukowej, lecz w wyniku m.in. działań przemysłu biotechnologicznego stał się także sprawą polityczną. Ostatnie badania prof. Seraliniego wykazały, że ziarno GM oraz herbicyd Roundup są w dużej mierze szkodliwe dla zdrowia zwierząt laboratoryjnych. Zupełnie inne są wyniki badań Instytutu Zootechniki PIB, które zostały niedawno opublikowane. Według nich pasze GM są całkowicie bezpieczne. Nauka, choć ze swej natury jest dziedziną ścisłą, posiada swoistą elastyczność. Jest nią metodologia badań. Odpowiednio przeprowadzona jest w stanie udowodnić nierzadko dwie przeciwne teorie. W szczególności kiedy przedmiot wymaga długiego czasu badań. Jeżeli do tego dochodzą kwestie związane z finansowaniem badań, sprawa często okazuje się mieć charakter bardziej biznesowy i lobbingowy niż naukowy. Z racji, że dyskusja na tym polu staje się jałowa, skupmy się na innych zagrożeniach związanych z GMO.

Już tradycyjnie przemysł biotechnologiczny przedstawia swoje osiągnięcia jako pomysł na rozwiązanie problemu głodu na świecie, stworzenie odmian roślin odpornych na zmiany klimatu czy też uprawy z użyciem mniejszej ilości agrochemii. Są to trzy podstawowe filary argumentacji na rzecz GMO. Jak jednak mają się one do rzeczywistości?

GMO a głód na świecie

W dzisiejszym świecie głód jest w głównej mierze spowodowany niewłaściwym gospodarowaniem zasobami. Nadmiar żywności w krajach wysokorozwiniętych jest w dużym stopniu odpowiedzialny za problem głodu w krajach globalnego Południa. To właśnie z tych krajów “Zachód” zabiera bogactwa naturalne, ziemie, wodę. To z nich czerpie tanią siłę roboczą.

Kolejną przyczyną głodu jest nadmierna konsumpcja mięsa w krajach bogatych. Tutaj dochodzimy do ważnej kwestii związanej bezpośrednio z GMO. Otóż właśnie dzięki przemysłowej hodowli zwierząt na wielką skalę olbrzymie zyski czerpią koncerny biotechnologiczne. Większość upraw GMO na świecie stanowią bowiem soja oraz kukurydza, których produkcja nastawiona jest na pasze dla zwierząt hodowlanych. W Polsce częstym argumentem padającym z ust polityków są niższe koszty pasz GM i ich wpływ na cenę mięsa. Twierdzi się, że jeśli zrezygnujemy z paszy opartej na soi modyfikowanej genetycznie, która jest tańsza o około 10%-20%, to rodzimy przemysł mięsny nie wytrzyma konkurencji z mięsem pochodzącym z importu. Takie jest rozumowanie krótkowzrocznych polityków. Tymczasem doszliśmy już do punktu, w którym zatoczyliśmy koło. Jest jasne, że rynek pasz GMO jest za utrzymaniem lub wzrostem produkcji mięsa, a nie za jej ograniczaniem. Tym sposobem nie przyczynimy się jednak do rozwiązania problemu głodu.

Po tej samej stronie co przemysł biotechnologiczny stoi przeważnie przemysłowy model rolnictwa, który prowadzi m.in. do niszczenia gleby i nadmiernego zużycia wody. Tymczasem model zrównoważonego rolnictwa lokalnego może zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe w wielu ubogich krajach świata oraz nie generować dużych ilości zanieczyszczeń do środowiska. Tyle, że na lokalnej, rodzinnej produkcji nie zarobi przemysł związany z GMO. Dlatego hasło “rozwiążemy problem głodu na świecie” jest tak bardzo cyniczne. Obsianie docelowo większości pól na świecie roślinami modyfikowanymi genetycznie, aby rozwiązać problem głodu, jest nie tylko złe z perspektywy środowiska, ale również niebezpieczne ze względu na oddanie kontroli nad żywnością w ręce międzynarodowych korporacji. Jest to element układanki często pomijany w dyskusji i prawdopodobnie nieuświadamiany przez dużą liczbę ludzi.

Klimat i agrochemia

Jeśli chodzi o rośliny modyfikowane genetycznie odporne na zmiany klimatu, to występują one głównie w prospektach i w laboratoriach. Prowadzi się uprawy eksperymentalne, lecz jak dotąd jest to nisza. Warto przypomnieć, że GMO są obecne na polach uprawnych już ponad 15 lat. Przez ten czas rozwinął się rynek pasz GM, a “cudowne rośliny” odporne na suszę pozostały w dużej mierze w świecie propagandy.

Mniejsze użycie chemii przy uprawach roślin modyfikowanych genetycznie jest kolejnym mydleniem oczu społeczeństwa. Większość upraw GMO na świecie to odmiany odporne na glifosat, substancję aktywną występującą w niektórych herbicydach. Substancja określana przez przemysł jako bezpieczna okazuje się niezwykle toksyczna. Przypadek Sofii Gatici z Argentyny dobitnie pokazuje jak bardzo niebezpieczny może być glifosat. Co gorsza, niektóre chwasty uodparniają się na jego działanie i trzeba zwiększyć dawkę oprysku, aby się z nimi uporać.

Większa sprzedaż roślin typu RR (Roundup Ready) to większe zyski tego samego koncernu, który sprzedaje razem nasiona oraz herbicyd jako produkty komplementarne. Jednocześnie oznacza to masowe zanieczyszczanie środowiska, ograniczanie bioróżnorodności poprzez uprawy monokulturowe oraz zagrożenie dla ludzi mieszkających w okolicach tychże upraw.

Pod kontrolą korporacji

Kolejnym zagrożeniem jest patentowanie nasion oraz wspomniana już kontrola rynku żywności przez wielkie korporacje. Być może jest to najpoważniejsze zagrożenie. Wszyscy jesteśmy mieszkańcami Ziemi. Powinniśmy mieć do niej takie samo prawo. Nasiona przechowywane od tysięcy lat, najlepsze wyselekcjonowane odmiany, przystosowane do różnych warunków pogodowych to podstawa prawa do żywności i suwerenności żywnościowej. Tymczasem popierając uprawy GMO, opowiadamy się jednocześnie za patentowaniem nasion i roślin, koniecznością kupowania przez rolników co roku nowych nasion do wysiewu, kontrolą pól (nieumyślne, samoistne wysiewy roślin GMO są traktowane jak kradzież) – dochodzimy w ten sposób do przerażającej rzeczywistości, w której żywność kontrolują międzynarodowe koncerny.

Żeby nie być zbyt stronniczym, spróbuję znaleźć jakiekolwiek plusy upraw GMO. Przytoczę w tym miejscu słowa prof. Nałęcza, doradcy prezydenta, zwolennika GMO. Mówiąc, że GMO może być wielką szansą cywilizacyjną dla Polski, przyrównał lęk przed tą technologią do lęku przed motoryzacją i samochodami na początku XX wieku. Potem dodał, że przecież nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia bez samochodów. Zastanawia mnie to porównanie. Czy to wpadka, czy tak naprawdę umyślny zabieg? Owszem, samochód to wspaniały wynalazek, jeśli możemy do niego wsiąść pod domem i wysiąść po 300km i 4 godzinach jazdy w punkcie docelowym. Jednak na tym kończy się jego wspaniałość. Drugą stroną medalu są: uzależnienie od przemysłu i handlu ropą naftową, konflikty związane z jej złożami, zanieczyszczenie środowiska, tysiące wypadków śmiertelnych rocznie, stanie w korkach i co raz wyższa cena benzyny.

Jeżeli zastanowimy się, kto najbardziej zyska dzięki GMO, to okaże się, że jest dużo gorzej niż w przypadku samochodów. Rolnik ma taniej i trochę łatwiej do momentu, aż nie będzie musiał kupować co raz więcej glifosatu (tak jak to miało miejsce np. w Indiach, gdzie rolnicy popełniali samobójstwa, nie mogąc spłacić kredytów wziętych pod uprawy GMO). Uprawy GMO uzależniają rolników od firm biotechnologicznych, które w każdej chwili mogą podnieść cenę produkowanych przez siebie nasion i herbicydów. W takiej sytuacji podstawowym beneficjentem GMO okazują się międzynarodowe korporacje.

Koncerny promujące GMO były dotychczas głównymi producentami agrochemii. Czyli konwencjonalny (z użyciem chemii rolniczej) model rolnictwa od 50 lat zapewniał im stałe dochody. Jeżeli rolnictwo ma odchodzić od stosowania dużych ilości chemii w produkcji żywności to alternatywy są dwie. Pozorną alternatywą jest rolnictwo oparte na biotechnologii. Pozorną, dlatego że te same firmy będą nadal kontrolować rynek rolniczy. Z upraw opartych na agrochemii mogą płynnie przejść do upraw GMO. Prawdziwą alternatywą jest rolnictwo lokalne, rodzinne, małoobszarowe z niskim użyciem chemii. Z racji, że taki typ rolnictwa przynosi bardzo małe dochody firmom agrochemicznym oraz biotechnologicznym, nie jest brany pod uwagę w dyskusjach politycznych.

Na koniec warto dodać, że koncerny obecnie propagujące GMO przez dziesiątki lat zanieczyszczały środowisko i truły ludzi swoją chemiczną produkcją. Chociaż można to częściowo traktować jako efekt uboczny tańszej produkcji rolnej, to w przypadku niektórych firm ich kluczowymi produktami były substancje wytwarzane specjalnie do trucia ludzi (broń chemiczna). Zatem warto zadać sobie pytanie, czy można zaufać korporacjom, dla których życie ludzkie ma niewielką wartość, a jedynym celem jest zysk?

Autor: Maciej Skinderowicz

(Śródtytuły pochodzą od redakcji.)

Zdjęcie: asianfarmers (CC - Some rights reserved)



 
Nasi Partnerzy Amani Kibera Instytut Globalnej Odpowiedzialności Counter Balance Polska Akcja Humanitarna Grupa Zagranica Bankwatch Network Polska Zielona Sieć