Ataki rebeliantów w Kongo - ponad 620 osób zabitych

Faradje, Kongo - jeden z mieszkańców północnego Konga Honore Tadri był świadkiem ataku bojowników ugandyjskiej Armii Boskiego Oporu (LRA - Lord’s Resistance Army) kiedy to 150 uzbrojonych mężczyzn otoczyło rynek, na którym większość mieszkańców obchodziła święta Bożego Narodzenia.

Rebelianci czekali do momentu zakończenia nabożeństwa, a następnie za pomocą toporów i drewnianych kijów zabili 143 osoby roztrzaskując ich czaszki.

Aby lepiej widzieć w nocy, rebelianci podpalili 940 domów. Splądrowaną wioskę opuścili o świcie zabierając ze sobą 160 dzieci w celu uczynienia z nich żołnierzy i niewolników seksualnych.

Tadri, który ukrył się w trakcie pierwszego ataku, został złapany przez rebeliantów kilka godzin później i zmuszony do niesienia łupów. Tadriego i dwunastu innych chłopców związano razem i kazano im przedzierać się przez dżunglę, a kiedy ich tempo zmalało wybrano spośród nich najstarszego, pozostałym rozdano baty i zmuszono ich by go zabili.

Według obliczeń humanitarnej organizacji Human Rights Watch, w Demokratycznej Republice Kongo rebelianci Armii Boskiego Oporu zamordowali lub spalili żywcem przynajmniej 620 mieszkańców wiosek.

14 grudnia, przy wsparciu Konga i Południowego Sudanu, rozpoczęła się ofensywa armii ugandyjskiej, która miała za zadanie rozbić grupę rebeliantów i schwytać ich przywódcę, samozwańczego proroka Joseph’a Kony.

Jednak trwająca od ponad miesiąca operacja wojskowa nie odniosła żadnych skutków, a jedynie rozjuszyła rebeliantów, którzy w odwecie sieją terror i zabijają niewinnych cywili.

Anneke Van Woudenberg, badacz pracujący dla organizacji humanitarnej Human Rights Watch twierdzi, że sytuacja ta była do przewidzenia " Armia ugandyjska dobrze wiedziała, że próba schwytania Kony’ego zakończy się masakrą ludności cywilnej. To miało już miejsce w północnej Ugandzie i Sudanie.

Ponadto w czasie trwania operacji wojskowej, miasta i wioski pozostawione są same sobie - nie ma komu ich bronić.

Oficerowie armii ugandyjskiej odrzucają wszelką krytykę i zapowiadają, że nie spoczną dopóki nie schwytają lub nie zabiją przywódcy rebeliantów, obwiniając za masakrę bezczynność kongijskiej armii.

Urzędnicy lokalni obwiniają również siły kongijskiej Misji Pokojowej Narodów Zjednoczonych MONUC, która liczy 17 000 członków i której zadaniem jest chronić ludność cywilną. Jednak przedstawiciele MONUC twierdzą, że wskutek walk rządu z rebeliantami Tutsi w tamtym roku obecnie dysponują jedynie małymi oddziałami.

Ataki rebeliantów z ugandyjskiej Armii Boskiego Oporu (LRA - Lord’s Resistance Army) trwają.

żródło: Reuters

zdjęcie: Łukasz Zarzecki


 
Nasi Partnerzy Amani Kibera Instytut Globalnej Odpowiedzialności Counter Balance Polska Akcja Humanitarna Grupa Zagranica Bankwatch Network Polska Zielona Sieć